Nie przegap kolejnych wpisów

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klocki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klocki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 października 2012

1 + 1 = krowa

Internet w poszukiwaniu zabawek i książek dla mojego Malucha przekopuję niemal codziennie. Jak Maluch był jeszcze w brzuchu wpadły mi w oko puzzle. Bardzo mi się spodobały. Z trudem pohamowałam się, żeby ich nie kupić. Jakieś resztki rozsądku jednak we mnie siedzą :)

O puzzlach jednak nie zapomniałam i na pierwsze urodziny Maluchowi sprezentowałam. Dźwiękowe puzzle amerykańskiej firmy Melissa&Doug są połączeniem klocków z układanką. W drewnianej podstawce znajduje się czujnik (na baterie), który po odpowiednim włożeniu tam dwóch klocków wydaje dźwięki zwierzaka, którego widać na obrazku.

Mamy tam krowę, świnię, psa, koguta, owcę i konia. Widziałam też taką wersję z różnymi pojazdami, ale zwierzaki mój Maluch lubi najbardziej. 

Puzzle są 2-elementowe, według mnie to na początek akurat. Są dość duże (7 cm x 7 cm), solidnie wykonane i kolorowe. Mają jednak jeden minus, bo są dość ciężkie i podczas zabawy trzeba pilnować, żeby Maluch nie przyfasolił sobie nimi w głowę, bo ryk z pewnością byłby donośny. Po skończonej zabawie muszę pilnować, żeby klocki trafiły do szafy i nie wpadły przypadkiem Maluchowi w ręce. Producent informuje, że są to puzzle przeznaczone dla dzieci powyżej 2 roku życia i myślę, że jest to słuszna granica jeśli chodzi o samodzielną zabawę. Z rodzicami można się bawić nimi wcześniej.

Za każdym razem, kiedy prawidłowo ułożymy klocki i rozlega się dźwięk zwierzaka, Maluch siedzi i bije brawo sobie, mi i zwierzakowi. Puzzle można układać też poza drewnianą podstawką lub łączyć przykładowo świnię z krową, kiedy chcemy odpocząć od wrzasków zwierząt z farmy. Jednak muszę przyznać, że dźwięki nie są zbyt głośne, więc w czasie zabawy nie odczuwam rosnącego ciśnienia. Mamy też inne puzzle tej firmy, o których za jakiś czas napiszę więcej.

Kupiłam je na allegro za 65 zł. Widuję je czasem u różnych sprzedających. Ale widziałam je też w Smyku.








czwartek, 25 października 2012

Bo ścian z gumy nie mamy.


Jak wcześniej wspominałam, klocki mamy różne. Poza drewnianymi, mój Maluch bardzo chętnie sięga po tekturowe klocki amerykańskiej firmy Play Wow. 

Są bardzo lekkie, kolorowe i bezpieczne. Jak większość zabawek przewidzianych dla najmłodszych, mają również walory edukacyjne. Dzięki nim maluchy mogą poznać cyfry (od 1 do 9), liczbę 10, litery (od A do Z), zwierzęta i różne figury geometryczne. 

Klocków jest 10 i są różnej wielkości. Dzięki temu można je nie tylko nakładać jeden na drugi, ale również wkładać po kolei do środka. To duży plus przy sprzątaniu oraz wtedy, kiedy nie mamy w mieszkaniu gumowych ścian. Ja nie mam, a zabawek mamy masę, więc takie, które po złożeniu zajmują mało miejsca są bardzo cenione, zwłaszcza przez tatę Malucha :) 

Oczywiście, tak jak przy drewnianych klockach, jedną z ulubionych rozrywek jest rozwalanie wieży. Technika rozwalania dowolna. Może być ręka, noga, dupsko lub inna zabawka. Klocki są jednak wytrzymałe i pomimo tego, że są z tektury potrafią znieść sporo.  Zbudowana wieża osiąga wysokość ponad 80 cm. 

Te klocki najczęściej towarzyszą Maluchowi, jak jedzie np. do dziadków. Bawimy się nimi w samochodzie, omawiając co się znajduje na poszczególnym obrazku. Każdy klocek ma 5 obrazków z większą lub mniejszą ilością przedmiotów do omówienia, więc zanim przelecimy wszystkie, trochę trasy już za nami. Mój Maluch nie przepada za jazdą samochodem (delikatnie mówiąc), więc wszelkie zabawki „zabijacze czasu” są mile u nas widziane. 

Klocki kupiłam na allegro za 40 zł. Można je kupić również tu KLIK.







sobota, 20 października 2012

No właź.



Kiedyś przeczytałam w jakiejś gazecie, że klocki to jedna z najważniejszych zabawek dla prawidłowego rozwoju dziecka. Odgrywają znaczącą rolę w rozwoju umysłowym i fizycznym. Czym prędzej pognałam do sklepu i różne rodzaje klocków do domu przyniosłam. 

Maluch miał wtedy około 6 miesięcy. Wcześniej miał różne klocki, głównie pluszowe, ale klocków w domu nigdy dość. Wśród tych nowych znalazły się drewniane klocki firmy Eichhorn sztuk 50. 

Są tam różne kolory, kształty i wzory. Producent wskazał, że przeznaczone są dla dzieci powyżej 1 roku życia. My zaczęliśmy ich używać nieco wcześniej. Dzięki różnym kształtom możemy z nich budować zarówno proste wieże, jak i zamki z łukiem. Wieżę muszę budować ukradkiem, żeby udało się ją stworzyć do końca. Nie postała jeszcze dłużej niż 20 sekund, bo Maluch woli nieład z klocków na podłodze, ale kolejne próby dzielnie podejmuję. 

Klocki mieszkają w wiaderku, z sorterem na górze. Początkowo sorter niewiele Malucha interesował (w zasadzie wcale), ale z czasem zaczął mu się baczniej przyglądać. Najpierw wkładał tam palce, potem podjął pierwsze próby wkładania klocków. Otwory są bezpieczne, odpowiedniej wielkości (w innym sorterze, który z czasem też zostanie opisany, dziury zrobili takie, że Maluch całą dłoń wpakował i lekka panika była).

Zwykle klocki trafiają do odpowiednich otworów (metodą prób i błędów), ale czasem Maluch usilnie próbuje wpakować np. kwadrat w koło. Minę ma przy tym taką, jakby w pampersa ładował. Kwadrat w koło ma wejść i koniec. Kiedy zniecierpliwienie Malucha narasta, pokrywkę ściąga i wrzuca klocek bezpośrednio do wiaderka. 

Klocki są lekkie (co jest plusem tej firmy, bo widziałam też innej i zbyt lekkie nie były), farba dobrze się trzyma. Mój Maluch rzadko coś do buzi wkłada, ale czasem klocki poślinione widziałam i ubytków w kolorze nie stwierdziłam.

Klocki kupiłam w Smyku za 55 zł. Można je kupić taniej m.in. tu KLIK.





 


Łączna liczba wyświetleń bloga

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...